Home » Recenzje » Latawce » Gin Eskimo

Gin Eskimo

Dzięki uprzejmości Samum.com miałem ostatnio okazję do przetestowania snowkitowego skrzydła Gin Eskimo 8.5, z pierwszej serii, która pojawiła się na rynku w 2006 roku. Latawce Gina nie są u nas znane, firma znana jest bardziej w środowiskach paralotniarzy, gdyż podobnie jak kilka innych firm (np. Ozone), specjalizuje się również w produkcji paralotni. Latawce Gina są za to dość popularne na Zachodzie, można je często spotkać na znanych miejscówkach jak choćby wyspa Romo. Gin Eskimo jest wyposażony w depower i produkowany jest w rozmiarach 4.0, 6.0, 8.5, 11.0 m2.

Na pierwszy rzut przyciąga wyglądem plecaka, w który jest zapakowany.
Dość dużo możnaby napisać na temat samego plecaka, którego jakość wykonania, design i funkcjonalność mogłyby stanowić podstawę do porównań z plecakami wyprawowymi. Zewnętrzna część plecaka wykonana jest z Cordury, dostępu do zamka błyskawicznego prowadzącego do głównej komory, w której znajduje się latawiec, chroni dodatkowa pokrywa przyszyta u szczytu plecaka, z dołu i po bokach mocowana na rzepy.
System nośny plecaka, oprócz wyprofilowanych naramienników (o regulowanym położeniu pionowym), łączonych paskiem z klamrą, dodatkowo składa się z pasa biodrowego, wyposażonego w całkiem sporych rozmiarów kieszonkę na drobiazgi, np. klucze. Naramienniki oraz pas biodrowy są bardzo wygodne, można je odpowiednio dopasowywać do swoich wymogów.
Do latawca dodatkowo można dostać się od góry, rozpinając zamek błyskawiczny prowadzący po bokach i górze, co umożliwia dostęp do głównej komory tak jak w zwykłym plecaku miejskim lub turystycznym. Plecak jest oczywiście przystosowany do transportu nart lub snowboardu. Służą temu dwa pasy spinające za pomocą klamer obydwie strony plecaka, których długość można dodatkowo regulować. Na szczycie plecaka znajduje się dodatkowe ucho, którym obejmuje się dechę zapobiegając jej „majtaniu” się jej górnej części, dzięki czemu unikamy walenia dechą w łeb. Wspomniane poziome pasy mogą służyć również mocowaniu nart po obu stronach plecaka. Dolne części nart, celem lepszej stabilizacji wkłada się do dwóch głębokich kieszeni umiejscowionych po jego bokach.
Funkcjonalność plecaka jest naprawdę szeroka, u jego podstawy, z prawej strony znajduje się kieszonka, z której wyjmuje się dodatkowe „ucho”, które może służyć prawdopodobnie do mocowania kijów do nart (teleskopowych, inaczej będą waliły albo w łeb albo też majtały się pomiędzy nogami).
Także otrzymujemy naprawdę funkcjonalny plecak do wypraw snowkitingowych z dechą lub nartami, także z elementami ski-touringu.
Jeżeli chodzi o skrzydło, wyposażone jest ono w rozbudowaną uzdę z 4 bloczkami.
Bar ma długość 49 cm, na jego zakończeniach znajdują się dodatkowe taśmy, których długość można regulować. Służą one zwiększeniu windy skrzydła oraz jego prędkości. Uszy, którymi zakończone są taśmy ułatwiają restart skrzydła w momencie gdy opadnie na krawędź natarcia.

 

 

Leash mocowany jest tuż nad chicken-loopem. Niestety krętlik nie obraca się na tyle swobodnie, żeby po odkręceniu baru w celu odkręcenia linek po wykonanym loopie, leash wracał na swoje miejsce – trzeba jego też dodatkowo odkręcić ręką, żeby nie był okręcony wokół linek.
Latawiec oblatywany był przez dwa dni, jednego dnia przy dość silnym wietrze (4-5 Bf) i drugiego dnia przy słabym wietrze, który momentami zrywał się i wiał z prędkością w okolicach 4Bf.
Start latawca odbywa się przy odpuszczonym barze, skrzydło wstaje i z miejsca unosi się do zenitu. Nie ma potrzeby nakierowywania go specjalnie w strefę mocy, aby jego komory wystarczająco mocno napełniły się powietrzem. Przy mocniejszym wietrze, przy odpuszczonym barze przez cały czas, stabilnie utrzymuje się w zenicie i można sobie spokojnie stać nie zwracając na niego uwagi. Przechodzi przez zenit jakieś 10 stopni, a następnie wraca z powrotem. Pierwszego dnia pojechaliśmy na testy z JaFuzzem i moją żoną. Kiedy chciałem odpocząć spokojnie odpuszczałem bar i mogłem spokojnie stanąć i przyłączyć się do bardzo żywej dyskusji prowadzonej między JaFuzzem i Magdą, która dotyczyła poważnych życiowych wyborów: kanapa z Ikei czy np. Ozone Yakuza. Ale za długo nie wytrzymywałem przysłuchując się tej rozmowie.
W przypadku słabszego wiatru, skrzydło delikatnie zaczyna opadać po krawędzi okna. Eskimo ładnie odpuszcza silniejsze podmuchy wiatru, nie ma ostrego szarpania. Winda jest przyzwoita. Przy swojej powierzchni 8.5 m2 i mojej wadze 93 kg unosiło mnie do góry na jakiś metr. Nie mam dużego doświadczenia jeżeli chodzi o wykonywanie skoków, więc możliwe, że wszystkich jego możliwości nie wykorzystałem.
JaFuzz waży dokładnie 100 kg i bez specjalnego wyprowadzania skrzydła na skoku, kiedy sterował nim w zenicie, również wyrwało go dość porządnie w górę. Nie wiem na jak wysoko bo spoglądałem w inną stronę ale JaFuzz był pod wrażeniem. Jeżeli chodzi o windę, ciekawym rozwiązaniem są wspomniane wcześniej taśmy, które umożliwiają regulację długości tylnych linek. Po zaciągnięciu baru generowana jest większa moc i zwiększa się znacznie ciąg w górę.
Żeby dopełnić testów, spróbowałem również refowania skrzydła przy mocniejszym wietrze. W tym celu wystarczy bez większego wysiłku przesunąć w górę szeroki pierścień nad chicken loopem , wówczas skrzydło traci moc i spokojnie opada na ziemię i co najważniejsze nie szarpie po wylądowaniu. W przypadku warunków ekstremalnych, gdzie być może zrefowanie skrzydła nie byłoby wystarczające leash uwalniany jest z chicken-loopa przez przesunięcie w górę neoprenowej osłonki, która zakrywa mocowanie leasha do chicken-loopa. To wymaga trochę siły niż w przypadku refowania i w rękawicach jest trochę mało wygodne ale idzie to zrobić bez większego problemu.
Oblatywanie Gina Eskimo 8.5 było moim pierwszym, bliższym doświadczeniem ze skrzydłami z depowerem. Wcześniej miałem okazję polatać trochę Ozonem Access 8.0 oraz Frenzy 12.0 ale było to zbyt krótko żebym mógł dokonywać jakiegoś porównania. Kto chce to niech znajdzie i poczyta na zagranicznych forach, ja w tej kwestii wypowiadać się nie będę, bo po prostu nie wiem. Myślę, że jest to naprawdę fajne skrzydło do snowkitingu, dość stabilne i przyjazne w prowadzeniu, jednocześnie umożliwiające wykonywanie fajnych skoków. Takowe byłyby w moim wykonaniu na pewno fajniejsze przy powierzchni 11.5. Ale dla osób o niższej wadze będzie jak znalazł. Oczywiście próbowaliśmy wykorzystać to skrzydło jako napęd do buggy, ale potwierdza się jedynie to co mówi o nim producent – do buggy niezbyt dobrze się nadaje. Natomiast jak znalazł będzie do snowkitingu i MTB.

 

 

 Wadą tej pierwszej serii wynikającą z winy producenta jest szybkie ścieranie się motywu „naprasowanego” na grzbiecie skrzydła, przedstawiającego twarz/maskę bardziej maoryską aniżeli eskimoską ale ja się nie znam na etnologii więc być może moje skojarzenia są błędne.

A tutaj strona producenta: www.gingliders.com

 

 
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kalkulator wiatru