Home » Inne » [Exclusive] Paweł Baxx Ratuś specjalnie dla nas!

[Exclusive] Paweł Baxx Ratuś specjalnie dla nas!

Urodzony 30 lat temu a od 6 lat bez reszty pochłonięty przez latawce. Paweł Ratuś, na co dzień kochający ojciec i mąż, gdy zakłada trapez i startuje swój latawiec, staje się lżejszy od powietrza..

Landkiting.pl: Jak zaczęła się Twoja przygoda z latawcami?

Paweł Baxx Ratuś: Wiesz…wiedziałem, że od tego pytania zaczniesz. Historia mojej przygody z latawcami rozpoczęła się dobre 6 lat temu, kiedy to któregoś razu jak byłem na wakacjach nad naszym pięknym morzem, podpatrzyłem jak pare osób walczy na wodzie, z czymś co przypominało dzisiejszego kajta. W tamtych czasach sport ten był na maxa niszowy [pierwsze licencjonowane szkółki kitesurfingu pojawiły się w 2002 roku, a kiteforum.pl zaczęło funkcjonować w 2003 roku – przyp. red], co za tym idzie brak szczegółowych informacji „co i jak się to je” na naszej mateczce google. Ale wiesz ten, kto szuka zawsze coś wynajdzie i takim oto sposobem krok po kroku poznawałem świat latawców. U mnie w Zielonej Górze przyjaźnię się z ekipą windsurferów i miejscowych glajciarzy. Od nich wchłonąłem całą wiedzę na temat okna wiatrowego i wszystkiego, co jest potrzebne początkującemu kiterowi.

eurotrip

Jestem samoukiem, więc postanowiłem zakupić pierwsze używane skrzydło przez Internet. Był to strzał w dziesiątkę [śmiech], a raczej, jak to powiadali moi koledzy, gwóźdź do trumny, ponieważ nie ma to jak kupić sobie do nauki pompkę i to jeszcze w rozmiarze 12m. No i zaczęła się zabawa na płycie naszego lotniska w Przylepie. Bez trapezu i całego osprzętu, bardzo ciężko nam było stawiać pierwsze kroki, ale nie zniechęcałem się, nawet po paru soczystych glebach, ponieważ na maxa czułem już tą uzależniającą zajawkę. Cholera, coś w tym było. Coś, co mi ciężko opisać, coś co sprawiało, że na lotnisko wracałem każdego popołudnia. Powiadają, że człowiek od zawsze marzył o lataniu i myślę, że to właśnie była ta zajawka unoszenia się nawet metr nad ziemią. Bardzo duży wkład w ukierunkowanie mojej drogi miał Enozo [Mariusz Przybycień-Szczęsny – przyp. red], który „zaopiekował” się moją osobą zaraz po wygranym konkursie fotograficznym ogłoszonym na forum landkiting.pl na najlepszy trik z kajtem.

A dalej to już płynęło własną drogą. Pierwsze ustawki w Poznaniu, Wrocławiu i pamiętny wyjazd do Wwa, gdzie poznałem m.in. Ciebie i to tam skleiłem swoje pierwsze 360 z meega glebą!!!

Czemu ląd i śnieg a nie woda?

Bardzo gładziutko przeszedłeś do kolejnego tematu mój przyjacielu [śmiech].

IMG_1505_2

To pytanie dręczyło mnie bardzo długo i to jeszcze przed kupieniem mojego pierwszego kajta. Rozkminiałem, czy pójdę w kierunku pływania na wodzie, czy śmigania na kołach. Finalnie decyzja była prosta, ponieważ w związku z tym, że mieszkam głęboko na śródlądziu, to z pływania na wodzie miałbym dosłownie z pięć do dziesięciu wypadów w roku, co mija się z celem czerpania przyjemności ze sportu, więc postanowiłem, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma i zainwestowałem w dechę z kołami. Na dzień dzisiejszy mamy dogadane w AZL Przylep, że korzystamy z płyty lotniska w specjalnie wyznaczonych strefach, a że uwielbiam jazdę na rolkach, na jednej z nich ustawiony jest KitePark z przeszkodami i poręczami, które skonstruowałem pod własne potrzeby.

Jak widzisz przyszłość polskiego landkitingu?

Kurcze, bardzo trudne pytanie…jakoś na przełomie roku odniosłem wrażenie, że najlepsze czasy, już za nami. Tzw. stara gwardia praktycznie rozsypała się, nie widuje się już na zlotach większości tej ekip,y co z przed 2-3 lat. Pamiętasz te nasze wspólne wypady na Romo. Klimat niezapomniany, nie ma nic lepszego jak to miejsce. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego wyjazdu i tekstu Oxego [Marek Gubański – przyp. red], kiedy to w nocy zjeżdżając z mostu rzekł… ”Panowie, witamy w raju…”. Mówię Ci, aż mnie ciary przeszły, ale miał stu procentową rację.

_MG_2460

Wracając do Twojego pytania, to uważam, że jeżeli garstka dobrze znanych nam osób przestanie propagować ten sport, przestanie wkładać w to wszystko swoje serce, tak jak robi to do tej pory, to w najbliższej przyszłości nie będzie zlotów i imprez, a puszczanie kajta na lądzie ograniczy się do zakupu latawca dwuliniowego w Lidlu i puszczania go na pobliskim polu.

Jesteś prawdopodobnie jedynym Polakiem startującym w zawodach za granicą czy może ktoś jeszcze z Tobą próbuje swoich sił z najlepszymi w Europie?

Staram się wyjeżdżać na wszystkie organizowane za granicą zawody. Najsilniejszej rangi jest niemieckie KLB organizowane średnio 3-4 razy w roku. Następnie holenderska edycja zawodów w Ijmuiden, gdzie zjeżdżają się wszyscy prosi wraz z Anglikami.

Od dawna ekipa z Essex i Push Kiting zaprasza mnie do siebie na spoty, nawet było parę podejść, ale niestety…finanse. Polska to taki specyficzny kraj, gdzie nie ma ludzi, którzy chcieliby wesprzeć finansowo zawodnika rangi europejskiej.

6

Jeżeli chodzi o zawody i europejskie tripy, bardzo dużo zawdzięczam Siwemu [Michał Momot – przyp. red], który zawsze wspiera mnie na wyjazdach swoją obecnością i wiem, że mogę na niego liczyć. Z wami też przeżyłem niezapomniane chwile w Holandii…hehehe… Był okres, kiedy w zawodach w kategorii junior startował Młody, ale zaczęły się studia i zwyczajnie brak czasu spowodował, że znowu sam startuje w zawodach.

Jak to jest latać ramię w ramię z zawodnikami takimi jak Abe Alzouman, Yannic Schwickert czy Lolo BSD?

Bardzo lubię wyjeżdżać i spotykać się z całą ekipą. Na co dzień mamy stały kontakt poprzez portale internetowe, czy maila. Jeżeli chodzi o samo jeżdżenie, to na spocie jest niepowtarzalny klimat, kiedy katujesz jakiś trik, inni patrzą, także pokazują, co umieją i najlepsze jest to, że nie ważne, jaki masz skill. Zawsze będziesz oklaskiwany i przybijana będzie piona, gdy siądzie ci męczony nawet najprostszy trik.  Tam nie ma spiny w postaci, że ci są mega dobrzy to ja nie jeżdżę, idę posiedzę i jak skończą to może się z boku gdzieś pobujam. Nie, tam jedzie się po to, by szlifować triki do upadłego, do takiego stopnia, aż nie będziesz miał siły chodzić i wtedy możesz powiedzieć, że warto było tłuc się 800 km przez cale Niemcy. Wszyscy ci ludzie, nie mówię teraz tylko o prosach, ale także o zwykłych zajawkowiczach, ci wszyscy są swego rodzaju rodziną, która wspiera się nawzajem. Kiedy jadę w tamte rejony, czy to Belgia, Holandia, Dania czy Niemcy, nigdy nie przejmuję się noclegiem, czy innymi sprawami.

Powiem Ci, że trochę brakuje nam w Polsce takiego klimatu, ale za to my mamy ten nasz słowiański klimacik imprezowy, którego mogą nam pozazdrościć nasi sąsiedzi…eheheh… Wiesz jest prosta zasada, możesz być nie wiadomo, jaki dobry i mieć mega oryginalny styl, nikt Cię nie zauważy, póki nie wyjdziesz do ludzi z tym co potrafisz.

Co według Ciebie jest najważniejsze na początku przygody z landkitingiem?

Rozwaga, zachowanie szczególnego bezpieczeństwa, szacunek do przyrody. Jeżeli nie będziemy przestrzegać tych zasad, możemy bardzo źle i bardzo szybko zakończyć swoją przygodę z kajtem. Na dzień dzisiejszy landkiting, czy to kitesurfing, czy też snowkite są na tyle popularnymi dyscyplinami sportowymi, że bez problemu znajdziemy w swojej okolicy kogoś, kto pomoże nam przebrnąć przez etap podstaw. Nie uczcie się na własną rękę, korzystajcie z pomocy szkółek. Samouctwo prowadzi do wyrabiania złych nawyków, które w później mogą przyczynić się do zatrzymania się w rozwijaniu umiejętności, m.in. Freestyle.

Będąc zawodnikiem klasy europejskiej, jak oceniasz polską scenę freestyle`u landkitingowego?

Polskiej scenie landkitingu ciężko będzie osiągnąć poziom, jaki jest obecnie reprezentowany w Europie i jest to spowodowane tym, że nie mamy tak dobrych i sprzyjających warunków pogodowych do uprawniania tego sportu, jakie mają np. Holendrzy. Polska ekipa ma ciśnienie na trikasy i ze zlotu na zlot widzi się znaczny progres. Myślę, że jak więcej osób zacznie jeździć na zachód, skill jeszcze bardziej podskoczy, a wtedy nie będę jedyną osobą startującą w zawodach ogólnoeuropejskich. U mnie w aucie zawsze jest miejsce wolne!

Jaki jest Twój największy sukces w landkitingu?

Nie mam takiego. Takowy dopiero przede mną.

Jakie masz plany na zimę?

Planuję jak najwięcej czasu spędzić na freeride w Czechach, aby przygotować się do RedBull Ragnarock. Jeżeli uda mi się dotrzeć na te zawody, to będzie już bardzo duży sukces. Jak wcześniej mówiłem przeszkodą są finanse, bardzo ciężko znaleźć sponsora, który umożliwi realizowanie takich wyjazdów. Jeżeli jednak nie będzie mi dane w tym roku wystartować, to będę przygotowany kondycyjnie i mentalnie do nowego sezonu land, który często otwieramy już w lutym w Holandii.

Standardowo będziemy prowadzić zajęcia ze snowkite w naszej szkółce Sunday School – czyli lekcja z kajtem.

Dziękujemy za rozmowę. Mamy nadzieję, iż uda się zrealizować wszystkie plany, a nowy sezon landkite przyniesie wiele sukcesów.

Zapraszamy do śledzenia bloga Pawła:
www.pawelratus.pl

 
, , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kalkulator wiatru