Home » Recenzje » Latawce » Elliot Plasma 11.0

Elliot Plasma 11.0

Od niedawna na polskim rynku dostępne są latawce mało u nas znanej, niemieckiej firmy Elliot. Czy to, że firmę tą w Polsce mało kto kojarzy oznacza, że te latawce są gorsze? Ceny mają bardzo przystępne, postanowiłem więc sprawdzić jak wygląda sprawa z jakością i (przede wszystkim) z właściwościami lotnymi. Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony, ale wszystko po kolei. Tutaj opiszę latawiec z depowerem Elliot Plasma, w najbliższym czasie mam zamiar napisać jeszcze kilka słów o dwóch latawkach full-power: Magma II i Lava II.

Plasmę nabyłem w rozmiarze 11m, testową sztukę (czyli jakby nie patrzeć używkę – co będzie dość istotne w pewnym momencie recenzji). Każdy rozmiar produkowany jest w innym kolorze, tak więc wyboru wersji kolorystycznej niestety nie mamy. Kolor dla rozmiaru 11m jest pomarańczowy.

main
main4
main3
main2
O plecaku się nie będę rozpisywał, ważne że jest, jest porządny i mieści się do niego z powodzeniem latawiec, kask i pewnie jeszcze jakieś ochraniacze. Ma też osobne kieszonki na pierdoły (jak np. wiatromierz) oraz paski kompresyjne (po trzy na stronę).

plecak
plecak2

Dodatkiem jest kotwica do latawca w materiałowym pokrowcu – miło, bo to przydatny gadżet.

kotwica
Przyjrzyjmy się samemu latawcowi. Dolna strona skrzydła jest kolorowa, górna warstwa jest cała biała – szkoda. Sam motyw graficzny na tej dolnej mi osobiście się podoba, znając jednak życie znajdą się tacy którym się podobał nie będzie. Cóż, kolorem ani grafiką się nie lata, a gusta są różne – przejdźmy więc dalej. Po dokładniejszym obejrzeniu skrzydła widzimy V-wsparcia w dwóch środkowych komorach, co wpływa pozytywnie zarówno na stabilność latawca, jak i na jego wytrzymałość. Pozwoliło to też projektantom nieco ograniczyć liczbę linek w uździe. Uzda jest skonstruowana z wysokiej jakości linek dyneema, widać że dobrze przemyślana, maksymalnie uproszczona. Zastosowano w niej jednobloczkowe rozwiązanie Depower Speed Systemu. Szwy w latawcu staranne (podwójne), krawędzie zostały wzmocnione poprzez wszytą w nie dodatkową taśmę.

lezy
Idąc w kierunku baru zauważamy, że linki mocy i sterowe to porządna Dyneema, niestety wszystkie są w tym samym kolorze. Szkoda, bo w obecnych czasach producenci przyzwyczaili nas do różnokolorowych linek, co zdecydowanie ułatwia sprawę rozplątywania ich jeśli zdarzy nam się coś poplątać.
Rzut oka na bar: Wykonany starannie, przyjemny w dotyku, ogólnie bardzo pozytywne wrażenie. Oczywiście na końcach baru są gumki, którymi można złapać linki po zwinięciu ich – żeby się nie rozwinęły. Obecnie to już standard chyba wszędzie.

bar
Chickenloop bardzo fajny. Zrywka na nim działa perfekcyjnie, długi donkey dick. Nie mam mu prawie nic do zarzucenia – prawie, bo brakuje w nim dedykowanego miejsca dla podpięcia leasha do latania unhooked.

Linka depowera pojedyncza, gładko po niej chodzi bar i sprawia wrażenie mocnej i solidnej. Trymer rozwiązany jest na taśmie i klamrze, a nie, jak np. w Ozone, na lince i piesku (knadze samozaciskowej). Jedni uważają to za plus, inni za minus, jedni wolą knagę inni klamerkę – Więc nie będę mówił czy to dobrze czy to źle, powiem jedynie że trymer po zaciągnięciu nawet po długim intensywnym lataniu sam się nie luzuje nawet o milimetr (co niestety zaobserwowałem w innych latawcach z tym rozwiązaniem trymera). Kolorystyka na trymerze nie jest oczywista – ciągniemy za czarne żeby trymer zaciągnąć, za czerwone żeby poluzować – czyli odwrotnie niż prawie wszędzie. Kwestia przyzwyczajenia, ale trzeba pamiętać aby poinformować o tym kogoś, komu dajemy latawiec do przelecenia się. Aha, trymer jest stosunkowo daleko od ridera, moim zdaniem mogli go zrobić kilka centymetrów bliżej – ułatwiłoby to operowanie nim.

Zrywka primary, czyli ta przy trymerze. Zasada działania ta sama co w Ozone i wielu innych latawcach – po zerwaniu linki mocy się mocno luzują, latawiec backstallem leci na ziemię a my nim sterujemy nadal barem. Jednak w takim Ozone jest bloczek i linka (starsze modele, w nowszych jest przelotka i stopperball, ale to do systemu Y-Line więc nieco inaczej). Tutaj zamiast bloczka jest duże metalowe oczko, a zamiast linki przechodzi przez nią szeroka taśma. Rozwiązanie działa w sumie bez zarzutu, ale osobiście mi bardziej podobałoby się gdyby był bloczek. Oczko samoistnie się przekręca – ma kształt takiego zaokrąglonego D. Nie przeszkadza to w lataniu, jedynie wizualnie – no ale to w końcu recenzja, więc będę się czepiał szczegółów.

bar2

Jeśli o szczegółach już mowa – taśma hamulcowa moim zdaniem jest bardzo wąska. Brak w niej też dedykowanego miejsca na leasha.

Pierwszy start latawca. Wiatr 7-9 m/s, w porywach gdzieś do 11 m/s. Myślę sobie – sporo (nawet jak na moje 93 kg) jak na pierwsze próby nieznanego latawca w rozmiarze 11m, o którym prawie nikt nic nie wie. Z lekkim niepokojem podpinam się do chickena, leasha podpinam po prostu do taśmy hamulcowej (nie lubię latać bez niego od momentu gdy inny latawiec spadł mi z chickena a ja goniłem za nim na prawdę spory kawałek drogi). Trymer zaciągnięty. Lekkie pociągnięcie za linki mocy, latawiec wstaje. Skierowanie latawca do krawędzi okna, no i wspinamy się po niej do zenitu.
Pierwsze wrażenie: Fajnie reaguje na bar. Na krawędzi trzyma się przyzwoicie, bardzo stabilnie. Nie generuje na krawędzi jakiejś kosmicznej siły. OK, latawiec w zenicie. Już mam uśmiech na twarzy, w sumie spodziewałem się że będzie gorzej i że pierwszy start przeciągnie mnie na tyłku przez pół lotniska. Stoję praktycznie tam gdzie zaczynałem, fajnie. Kilka ruchów latawcem lewo – prawo, standardowe ósemki – trzeba w końcu go wyczuć.

Próba skoku i znów zaskoczenie – kurde, on ma windę. Co tam winda, ale jak fajnie niesie! Po filmikach, które widziałem na necie nie spodziewałem się jej praktycznie w ogóle. OK, czas odpuścić trymer i zobaczyć co ten latawiec potrafi. Natychmiast poczułem przypływ mocy. Jeszcze ze dwie próby skoku static no i wsiadamy na deskę. Wow! Przyjemnie. Przewidywalny i stabilny, pięknie trzyma się w oknie, ładnie reaguje na bar (choć warto do skrętu go nieco zaciągnąć, powiedzmy tak do 1/3) – jak na 11m jest bardzo zwrotny. Świetnie ciągnie czy to z wiatrem czy pod wiatr, przede wszystkim równo. Natychmiastowa reakcja na zaciągnięcie czy odpuszczenie baru, czuć, że depower na prawdę działa i to bardzo płynnie. Siły na barze są średnie – Takie jakie lubię. Czuć latawiec na rękach, ale nie tak, żeby to męczyło. Na pewno ułatwia to sprawę początkującym.

jazda
Latawiec bardzo łatwy do opanowania, słucha się pilota i nie robi żadnych głupich numerów. Po przeleceniu poza krawędź okna nie kundli się tylko na lekkim backstallu wraca z powrotem na krawędź i czeka na kolejne sygnały.

Czas na skoki z deską. Rozpęd, zacięcie, kontra i… Tak, ładny, całkiem przyzwoity lot. Winda i hangtime na prawdę mnie zaskoczyły, ale to nie wszystko. To jak latawiec zachowuje się w trakcie lotu też zasługuje na kilka pozytywnych słów – nie miałem ani przez chwilę wątpliwości co się będzie działo, winda jest przewidywalna (nie wyrwie z kapci wtedy kiedy nie chcesz), nie jakaś kosmiczna, no ale w końcu to nie jest high-endowy model dla pro-riderów tylko latawiec dedykowany początkującym i średniozaawansowanym landkiterom i snowkiterom. Muszę powiedzieć, że czułem się w każdym momencie bezpiecznie i komfortowo.

Niestety, filmy nagrywane parę dni później gdy już nie wiało tak fajnie i nie było takich lotów jak wtedy. Jak się rozwiało i zaczęły się jakieś skoki znowu, to moja druga połówka, która operowała aparatem, stwierdziła że jej zimno i poszła do samochodu :) Tak więc standardowo, fajne skoki to na spocie a nie na filmach.

Wiatr po jakimś czasie nieco siadł. Okazało się że przy 7-8 knt nadal mogę jeździć (oczywiście o skokach już nie było mowy). Plasmę w ręce wziął Lechu (lat 12, 40 kg). Pojezdzil na niej chwilę ale zaraz siadło zupełnie i zaczęliśmy się zwijać. Na drugi dzień wiatr był dużo silniejszy. 20-24 węzłów, w porywach odnotowaliśmy 28 knt a wiatromierz był w ruchu w sumie może ze 30 sekund, więc pewnie i powyżej 30 knt nam momentami przywiewało. Plasma rozwinięta, wystartowana – super jazda, fajne loty, standardowo nie ma komu robić fotek czy filmów. W tym samym czasie równolegle latał Eskimo IV 8m i muszę przyznać, że bezpieczniej się czułem na Plasmie – jednak gdy przywiały te największe szkwały znalazłem jej górę wiatrową dla mnie. Przy jakiś 26-28 knt maksymlanie strymerowana, trzymana między zenitem a krawędzią okna wciągnęła mnie na pole i musiałem ratować się zrywką – nie byłem w stanie wrócić do deski. I tak bardzo dobrze, spodziewałem się że górę tego latawca napotkam koło 22-24 knt.

Jeszcze słowo o zrywce: Pisałem wcześniej w shoutboxie, że coś jest z nią nie tak. Moim zdaniem poprzedni użytkownik tego latawca przy zrywce coś majstrował i ją przewiązał (było widać sporo bezsensownie i nieprzemyślanie zawiązanych supełków), przez co nie była niezawodna – blokowała się. Jako, że od lat jestem żeglarzem i węzełki wszelakie nie są mi obce, rozwiązałem ten bajzel, przewiązałem po swojemu i już jest wszystko w porządku, a zrywce można ufać. Na 99% oryginalnie ten problem który miałem nie występuje – mi naprawa zajęła około 30 minut.

Niestety, w dużym wietrze po zerwaniu tej zrywki latawcowi mimo wszystko zostawało trochę mocy. Po zerwaniu jednak zrywki na chickenie, gdy latawiec został tylko na leashu podpietym do taśmy hamulca, tej mocy było zdecydowanie mniej i już nie stanowiło to żadnego problemu. Jesli chodzi o zrywki to osobiście jestem fanem jednak tych zostawiających latawiec na jednej lince (może być 5-tej), jak np. w GIN Eskimo IV, czy też w dowolnych Peter Lynnach. Wtedy po zerwaniu latawiec absolutnie nie ma nic mocy.

W międzyczasie oczywiście było kilka okazji do testowania reverse startu Plasmy. Bez najmniejszych problemów czy oporów. Nawet przy słabym wietrze pięknie wstaje tyłem.

PODSUMOWANIE:
Latawiec lata bardzo przyjemnie, nie klapi, wybacza błędy. Ciągnie równo, nie szarpie. Steruje się nim łatwo, bardzo dobrze odczuwalny jest depower. Zakres wiatrowy również szeroki. Zadowoli zarówno początkujących (z racji łatwości w użytkowaniu) i średniozaawansowanych (wcale niemała winda, przyzwoite noszenie). Na pewno pomoże w nauce pierwszych skoków a potem tricków.
Niestety widać, gdzie poczyniono oszczędności dla osiągnięcia niskiej ceny. Brak jakiejkolwiek grafiki na górnej warstwie, brak wyboru opcji kolorystycznych (kolor przypisany do rozmiaru), linki w jednym kolorze… I jeszcze kilka innych pierdół.

PLUSY:
- stabilność, przewidywalność, odpuszczanie szkwałów
- bardzo dobrze odczuwalny depower (ruch barem i trymer)
- duży zakres wiatrowy ze względu na dwa powyższe
- łatwość sterowania i kontroli
- równy i stały ciąg, bez szarpnięć
- przyzwoita winda i hangtime
- kotwica w zestawie
- niska cena
- dobry stosunek cena / jakość

MINUSY:
- biała warstwa górna skrzydła
- wszystkie linki w jednym kolorze
- ? problem ze zrywką (rozwiązany, pewnie poprzedni użytkownik coś namotał)
- zrywka rozwiązana na taśmie i metalowym oczku zamiast na lince i bloczku
- latawiec generuje zbyt dużo siły po zerwaniu zrywki primary
- zbyt wąska wg mnie taśma hamulca
- brak dedykowanego miejsca na podpięcie leasha

Dyskusja na forum

 
, , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kalkulator wiatru